-
Czwartek, 10 czerwca 2010
-
a sie tu u mnie dzieje.....fiuuuu ;)
-
-
Poniedziałek, 31 maja 2010
-
mam zamiast mozgu gOMbke
-
-
Niedziela, 30 maja 2010
-
nic wiecej nie mialam do powiedzenia, no ale kim ja jestem zeby zabierac glos w takiej sprawie
-
a ja chcialam tylko, zeby moj kurwa maz najpierw ze mna ustalil ile moze jej placic miesiecznie, zanim poustala to z nia i jej matka
-
a mi kurwa jakos musi wystarczac, a jeszce dziecko mam na utrzymaniu, no ale wiem, jestem podla suka ze biedactwu zaluje
-
ale nie, przeciez nie powinnam nawet pisnac, bo to takie kurwa naturalne ze biedactwu kasa wysokosci mojej pensji plus jeszcze ciut nie wystarcza na miesiac
-
osmielilam sie dotknac tematu finansowania corki, oj blad. teraz jestem wrog nr 1. jakbym krwa dla siebie chciala te pieniadze
-
zmeczylam sie - zyciem, malzenstwem, ciagla walka z samotnoscia. nie wiem co dalej. maz sie do mnie nie odzywa, ja do niego tez nie mam zamiaru. i co? DUPA
-
-
Środa, 26 maja 2010
-
jest mi calkowicie NIE TAK, moze powinnam calkowicie zmienic swoje zycie?
-
mam 35 lat i moj najukochanszy maz odbiera mi najdrozsze marzenie. I niby w imie czego ja mam sie na to godzic??!!!
-
bo nie mamy wspolnego domu, bo on wiecznie za granica, bo juz chyba jestesmy za starzy zeby myslec o dziecku
-
i doszalu doprowadza mnie mysl, ze w imie nieskonczonej wolnosci fionansowej corki mojego meza, ja musze zrezygnowac z ostatniej rzeczy ktorej pragnelam
-
tymczasem w zwiazku z tym ze ona ma bardzo bogatego tatusia ktory finansuje bez opamietania wszystko, ja mam bardzo biednego meza, kupe niezaplaconych rachunkow
-
chociaz nie pracuje ma poplacone rachunki i z ulanska fantazja wymysla dodatkowe studia oczywiscie za wszystkie trzeba placic
-
19-letnia corka mojego meza wyprowadzila sie do innego miasta na studia, ale ona ma bardzo bogatego tatusia i chociaz studiuje zaocznie, nie musi pracowac
-
krok po kroku rezygnowala z roznych waznych dla mnie spraw w imie wspolnoty, bo MY to bo MY tamto, a teraz rozumiem ze bylam w tym potwornie glupia
-
dopadla mnie smutna refleksja, moze czas zeby szybciej pewne sprawy do mnie zaczely docierac, moze powinna sie przestac oszukiwac, ze moge byc szczesliwa
-
chociaz jest wesolo zazwyczaj to moje zycie jest do dupy. Czy ktos ma patent na normalne zycie z dziecmi meza z poprzednich zwiazkow?
-
-
Niedziela, 25 kwietnia 2010
-
bachorek doprowadza mnie do szlenstwa, nogi mnie bola, maz przyjezdza wieczorem FUCK
-
poza tym ggadam z corka mojego meza i jakos zawsze jest to specyficzne uczucie
-
sorowka z selera i marchewki, bez dodatkow... no moze byc...
-
no ale jakies 4 kg poszlo w te 6 dni. Czym jest jednak 4 kg w stosunku do wiecznosci...
-
dzien 7, nuda. Poki co kawa z mlekiem i plan zjedzenia warzyw. Faza 1 musi sie juz skonczyc, ponoc norma to 5 dni, nie wiem gdzie wyczytalama ze max to 10 dni
-
-
Sobota, 24 kwietnia 2010
-
off
-
fuck
-
i dalej mi nietopsze i sie nawet upic nie moge
-
tak wiec grzecznie sie w poniedzialek zapytam w kuratorium jak to mozliwe
-
bo szkole byl pan z cyrku i zapraszam i opowiadal ile to slodyczy tam jest i jak fajnie. Podobno dyrekcja szkoly wyrazila na to zgode i w czasie zajec chodzil
-
a poniedzialek zrobimy zadyme.... bo ja bym do tego cyrku nie poszla ze wzgledow ideologicznych, bo zwierzeta itp itd, ale... bachorek sie uparl
-
i ot tak dzien minal...
-
jestem potwornie monotematyczna, ale druga dzisiejsza atrakcja obok wymiotowania bez tresci zoladkowej byla wizyta w cyrku, gdzie tez mi sie chcialo wymiotowac
-
zoladek zrobil mi dzis fikumikunakucyku, no nie powiem zeby dzis dieta byla szczegolnie scisla, ale jakos doszlam do konca dnia 6
-
no i zjadlam rzodkiewke...
-
nietopsze mi... i jestem nieszczesliwa
-
w nosie mam czy w herbacie lipton ananas grapefruit jest jakis cukier, musze czyms zapic to paskudztwo
-
dzien szosty, dalej faza 1, moze dam rade, bo jak sie tak upieczonego urczaka bez skory wrzuci na sucha patelnie, to sie pysznie przypieka
-
ja piorkuje! kto wymyslil przepis: tunczyk w sosie wlasnym, twarog i jajko byl nienormalny. Sznowni Panowie, Drogie Panie, paw szykuje sie do drogi...
-
-
Czwartek, 22 kwietnia 2010
-
wytrzymam, nie?
-